sobota, 27 grudnia 2014

the Magic of Christmas is faded...

So Christmas is over now. How does it feel? Weird. We wait for this time of year 11
months and with the blink of an eye it's gone. And the journey of waiting begins again.
How was that? It was good. Let's be honest. Christmas time is less magical as we get
older. Of course not for everybody and it also depends on a lot of factors, but in
general that's how this works. Look at your parents. They are probably really tired
because they have full time jobs and housework to do. This all together makes them not
feel the magic as they are focused on what they have to do and they are often very
stressed. Well, this year I was definitely not feeling the magic. I don't know why, but
in the begining of December I was like "Yeah, it's finaly appropriate to sing Christmas
songs and make some DIY Christmas decorations". And when the time came I was feeling
a bit stressed and a bit down and generally not magical as I "should". It was kind of
like something I have to do. Weird, I know, especially when it's new to me too. Don't
get me wrong. Overall I had really good time spent with my family. I chilled out a bit
and it was really nice. It's just... the pressure? I don't know. The point is that I feel like
the older I get the less magic of Christmas I feel.

Więc to już po świętach. Jakie to uczucie? Dziwne. Czekamy 11 miesięcy na ten czas
w roku, a on znika jak mrugnięcie okiem. I czekanie znowu się zaczyna. Jak było? Było
dobrze. Bądźmy szczerzy. Święta są coraz mniej magiczne kiedy człowiek robi się coraz
starszy. Oczywiście nie dla wszystkich, bo to zależy od wielu czynników, ale generalnie
tak to właśnie działa. Spójrzcie na swoich rodziców. Oni prawdopodobnie są bardzo
zmęczeni, bo mają pełnoetatową pracę i obowiązki domowe do wykonania. To razem
sprawia, że nie czują magii świąt i skupiają się na tym, co mają do zrobienia, a często
są też bardzo zestresowani. Cóż, w tym roku zdecydowanie nie czułam magii. Nie wiem,
dlaczego, ale na początku grudnia byłam cała "tak, nareszcie można śpiewać świąteczne
piosenki i zająć się świątecznymi dekoracjami DIY". A kiedy wreszcie czas nadszedł czułam
się zestresowana i w sumie trochę smutna, na pewno nie magicznie tak jak "powinnam".
To było jak coś, co musiałam zrobić. Dziwne, wiem, zwłaszcza, że dla mnie to też coś
nowego. Nie zrozumcie mnie źle. Ostatecznie spędziłam bardzo miło czas z rodziną.
Wyluzowałam się trochę i było naprawdę fajnie. To po prostu... Ciśnienie? Nie wiem.
Chodzi o to, że im starsza się robię tym mniej magii świąt czuję.




Everything was even worse, because of the rain pouring like crazy even a few days
before Christmas. And so it was on Christmas Eve.

Do tego wszystkiego z całą pewnością przyczynił się ten okropny deszcz, który
już przez kilka dni przed samymi świętami padał i padał. I tak było też w Wigilię.



I guess it's now tradition that I take a pic of my adorable dog wearing Santa Hat
every year before Christmas. She's amazing, just look at her. Those innocent eyes...

Wydaje mi się, że to już tradycja, że robię mojemu uroczemu psu zdjęcie w czapce
Mikołaja co roku przed świętami. Jest cudowna, tylko spójrzcie. Te niewinne oczy...



Now I'm chilling with Coldplay's new album on, drinking cold tropical tea (that's how
Christmas I am, yay) and I think I need to do something entertaining as I'm getting bored.
So I'm gonna leave now and look for some occupation. See you soon!

Teraz odpoczywam z nową płytą Coldplay w głośnikach, piję zimną, tropikalną herbatę
(tak bardzo świąteczna jestem, yay) i myślę, że muszę zrobić coś rozrywkowego, bo
zaczynam się nudzić. Więc pójdę już sobie i poszukam sobie zajęcia. Do zobaczenia!

sobota, 20 grudnia 2014

Gingerbread Cookies! #glutenfreekitchen

People! I'm home! Oh. I should probably start with hey. So. Hey! I'm finally home for
Christmas and I am literally so fucking excited that I can't even! I got to spend more than
three days at home and for someone who doesn't like/have social like and is not really
outgoing - this is the most satisfying part of the year. Long breaks. Love that. Ok! But
today we're not gonna talk about the "perks" of being introvert student away from home.
Today we're going to bake! And as it's Christmas time (aka the most beautiful time of the
year - yes, totally just quoten Justin Bieber), we're gonna make gingerbread cookies.
To be specific they are going to be gluten free. I'm thinking about starting a series about
gluten free cooking. Let's call it #glutenfreekitchen. I like that. Just randomly poped into
my mind. Ok! So let's begin with our wonderful baking, shall we? We freaking shall!

Ludzie! Jestem w domu! Och. Chyba powinnam zacząć od hej. Więc. Hej! Jestem w
reszcie w domu na święta i jestem tak cholernie podekscytowana, że nawet nie mogę!
Spędzę więcej niż trzy dni w domu i jak dla kogoś kto nie lubi/ma życia społecznego
i nie jest szczególnie towarzyski - to jest najbardziej satysfakcjonująca część roku. Długie
przerwy. Kocham to. Ok! Ale dzisiaj nie będziemy mówić o "zaletach" bycia zamkniętym
w sobie studentem poza domem. Dzisiaj będziemy piec! I jako, że jest teraz okres
świąteczny (znany także jako najpiękniejszy czas w roku - zdecydowanie zacytowałam
właśnie Justina Biebera), będziemy dzisiaj robić pierniczki. Żeby być dokładnym, będą
to pierniczki bezglutenowe. Myślę o rozpoczęciu serii o gotowaniu bezglutenowym.
Nazwijmy ją #glutenfreekitchen. Ja to lubię. Przypadkowo wpadło mi to własnie do głowy.
Ok! Więc zacznijmy z naszym przepięknym pieczeniem, możemy? Oczywiście, że możemy!


You will need: 450 g corn flour, 20 g gingerbread spice, 16 g vanilla sugar,
100 g butter, 150 g regular white sugar, 3 large eggs, 80 g honey, 1 tsp baking soda,
2 Tbsp cocoa powder, pinch of salt.

Będziesz potrzebować: 450 g mąki kukurydzianej, 20 g przyprawy do piernika, 16 g
cukru waniliowego, 100 g masła, 150 g białego cukru, 3 duże jajka, 80 g miodu,
łyżeczka sody oczyszczonej, 2 łyżki kakao, szczyptę soli.


This is the recipe I based on, but I changed proportions and substituted buckwheat flour and rice flour for just corn flour and also added cocoa powder.
*click here*
To jest przepis, na którym bazowałam, ale zmieniłam proporcje i zastąpiłam mąkę gryczaną i ryżową mąką kukurydzianą, a także dodałam kakao.



I mixed dry ingredients separately from the wet ingredients and then added those wet
ones to dry ones. Started to mix them together with a spoon, but ended up using my
hands as I found it much better. No worries if the dough is kind of fragile. It's because
of the kind of flour we used. If you find it really really hard to combine you can add
an extra egg, but I would suggest just keep mixing, because it's never gonna be as
regular gingerbread cookies as they are gluten free. The flour is just different. When
your dough is fully combined you now have to wrap it with foil and pop this in your
fridge for 1 to 2 hours. Then simply roll them out on flour covered surface (about 5 mm thick) with also flour covered roller and cut out Christmassy shapes with cookie cutters.

Ja mieszałam suche składniki i mokre składniki oddzielnie i potem dodałam mokre
do suchych. Zaczęłam mieszać łyżką, jednak skończyłam używając moich rąk, ponieważ
uznałam to za efektywniejsze. Bez zmartwień, jeśli ciasto jest dość kruche. To przez
mąkę, której tu używamy. Jeśli uznasz, że naprawdę ciężko łączą się twoje składniki,
dodaj jedno jajko więcej, ale ja sugerowałabym po prostu ugniatać dalej, bo ciasto
to nigdy nie będzie takie samo jak normalne ciasto piernikowe. Mąka jest inna. Kiedy
ciassto jest już dokładnie połączone, teraz musisz owinąć je w folię i włożyć do lodówki
na ok. 1 do 2 godzin. Później po prostu rozwałkuj je na posypanej mąką powierzchni
(ok. 5 mm grubości) wałkiem pokrytym mąką i wycinaj świąteczne wzorki foremkami
do ciastek.


Now you can lay them down on a baking tray covered with wax paper and throw them
into the oven 180C/8 mins. When done, let them cool and you can decore them as you'd
like. I used homemade icing (a combination of powdered sugar with a little bit of milk),
melted white chocolate, wallnuts and chocolate sprinles. Nothing too fancy, but believe
me, they are literally sooo amazing!

Teraz możesz ułożyć je na blaszce do pieczenia pokrytej papierem do pieczenia i wrzucić
je do piekarnika 180C/8 min. Kiedy są już upieczone, pozwól im ostygnąć i możesz je
udekorować jak tylko ci się podoba. Ja użyłam domowego lukru (kombinacja cukru pudru
z maleńką ilością mleka), roztopionej białej czekolady, orzechów włoskich oraz
czekoladowej posypki. Nic specjalnego, ale uwierzcie mi, są dosłownie taaakie cudowne!




Not really artistic photos of mines, but it's all I've menaged to do before they were
stolen and hidden from me to be saved for Christmas. I hope you will make it and love it!
See you soon!

Niezbyt artystyczne zdjęcia moich, ale tylko tyle udało mi się zrobić zanim zostały
ukradzione i ukryte przede mną, żeby uratować je na święta. Mam nadzieję, że
spróbujecie i pokochacie! Do zobaczenia!


środa, 10 grudnia 2014

Feeling Uninspired

Hey. Should I say something nice? Should I just move on with another random blogpost?
Because I wasn't here for a while and I have no idea what to say. Should I explain? I will.
The last month was quite rough for me. I'm talking about inspiration and motivation only.
I was so uninspired and it was not only about this blog stuff, but also about my personal
life. I had no motivation to even get up. I didn't know what I wanted to eat, I didn't know
what I wanted to do. I would literally lay in bed thinking about what I want from life,
because I felt like I did something wrong and now I'm just stuck in this place of
nothingness. You know. Inspiration is not something that you can put on your shelf and
take it when you want/need. It does wait for you, but it's hidden. You can't see it straight
away. You gotta look for it. And that's wat I did. I started to look more and eventually I
started to see more. Just look around. There are plenty of things you can take your
inspiration from. My main goal was to write a blogpost, because that's genuinely what
makes me happy. And that's what I've been focusing on. Finally it just hit me. Like my
eyes finally opened. It came to the point that I had to start writing down every single
topic for blogpost on my phone, because I was scared that I will forget about it and loose
the idea. I found a lot of my inspiration in daily things. Easy things you do every day.
That's where you find your inspiration. Life inspires. As I said. Just look around.

Toruń, december 2014
Hej. Powinnam powiedzieć coś miłego? Powinnam ruszyć dalej z kolejnym wyrywkowym
postem? Bo nie było mnie tu trochę i nie mam pojęcia, co powiedzieć. Powinnam
wyjaśnić? Zrobię to. Ostatni miesiąc był dla mnie dość ciężki. Mówię tu tylko o inspiracji i
motywacji. Nie miałam żadnej inspiracji i to nie tylko w sprawie bloga, ale także w życiu
osobistym. Nie miałam motywacji nawet do tego, żeby wstać. Nie wiedziałam, co chcę
jeść, nie wiedziałam co chcę robić. Dosłownie potrafiłam leżeć w łóżku i myśleć, czego
chcę od życia, bo czułam, jakbym zrobiła coś nie tak i teraz tkwię w tej nicości. Wiesz.
Inspiracja to nie coś, co możesz odłożyć na szafkę i wziąć ją kiedy chcesz/potrzebujesz.
Ona czeka na ciebie, ale jest ukryta. Nie możesz dostrzec jej od razu. Musisz jej
poszukać. I to właśnie zrobiłam. Zaczęłam szukać i ostatecznie zaczęłam widzieć więcej.
Po prostu się rozejrzyj. Jest wiele rzeczy, z których możesz czerpać inspirację. Moim
głównym celem było napisanie posta na bloga, bo to jest coś, co naprawdę sprawia mi
radość. I na tym się skupiałam. W końcu mnie to uderzyło. Moje oczy nareszcie otworzyły
się. Doszłam do punktu, w którym musiałam zapisywać każdy pomysł na posta w moim
telefonie, bo bałam się, że zapomnę o tym i stracę pomysł. Wiele inspiracji znalazłam
w rzeczach codziennych. Proste rzeczy, które robisz każdego dnia. To tam właśnie
znajdziesz swoją inspirację. Życie inspiruje. Jak mówiłam. Po prostu się rozejrzyj.


Here is my happy face. I was on my way back home so obviously I was happy.

Tu jest moja szczęśliwa twarz. Byłam w drodze do domu, więc jasne, że byłam szczęśliwa.



And that's what I'm loving at the moment. He's amazing.

I to jest coś, co kocham w tym momencie. Jest niesamowity.



Bye. See you next time!

Pa. Do zobaczenia następnym razem!

niedziela, 9 listopada 2014

I'm not sorry at all.

Hello. First things first, I'm not gonna tell you again that I'm sorry I haven't posted for
that long, because I'm not. I write this blog for fun, for sharing things I wanna share and
the most important - for myself. I'm not gonna feel sorry just because I "should" post here
frequently. I will post whenever I have something to post or I feel the need. I write this
post just to tell that. I don't have anything special for this post as my life is pretty much
just uni -> home -> uni -> home journey. I don't do much. But I will. Some things may
change in a little bit and I think I should get a planner or something, because my life
despite being really boring is also really unorganized. So for now I leave you some photos
I managed to gather and I'm gonna disapper to think some things over as I'm not in my
greatest mood. I also wanna leave you some songs I've been listening to for the past
few days, because I think I got lost a little bit in the youtube world, it's music part.
See you soon and thanks for understanding.


Cześć. Na początek, nie będę mówić znowu, że mi przykro, że długo nic nie dodawałam,
bo nie jest mi przykro. Piszę bloga dla zabawy, dla dzielenia się rzeczami, którymi chcę
się dzielić i najważniejsze - dla siebie. Nie będę przepraszać tylko dlatego, że "powinnam"
pisać regularnie. Będę pisać kiedy będę miała coś do napisania, albo kiedy będę tego
potrzebować. Piszę ten post tylko po to, żeby to wyjaśnić. Nie mam nic specjalnego do
powiedzenia, bo moje życie to podróż uni -> dom -> uni -> dom. Nie robię zbyt wiele.
Ale będę. Niektóre rzeczy mogą się zmienić trochę i chyba powinnam sprawić sobie
planner albo coś, bo moje życie mimo tego, że jest nudne jest też niezorganizowane.
Więc na teraz zostawiam was ze zdjęciami, które udało mi się zgromadzić i znikam
przemyśleć kilka rzeczy, bo nie jestem dziś w najlepszym nastroju. Chcę też zostawić
wam kilka piosenek, których słuchałam w ostatnich dniach, bo wydaje mi się, że zgubiłam
się w youtube'owym świecie, w jego muzycznej części. Do zobaczenia i dziękuję za 
wyrozumiałość.



Yes, my lens was dirty, I'm sorry I didn't notice that when I was taking a picture.

Tak, mój obiektyw był brudny, przepraszam, że nie zauważyłam, kiedy robiłam zdjęcie.



I love nights. They are so calming. No one is looking, barely anyone is hearing.

Kocham noce. Są uspokajające. Nikt nie patrzy, prawie nikt nie słucha.


I was happy that day. Also #nomakeup

Byłam szczęśliwa tego dnia. Także #nomakeup




"She"    *click here*
"Smile"    *click here*
"I don't love you"    *click here*

wtorek, 28 października 2014

October Playlist.


Hello, people! I'm pretty sure I told you in my last Playlist that I'm gonna list all the
songs I've been listening to through the month. And I'm gonna do it, because I would have
to write same words to every song. But if I post playlist, you should already know that
I picked up only those that I truly enjoyed and loved. I can honestly tell you, that as fall
comes so is my biggest level of love for heavier music. This year is no exception. I've been
listening to some tunes that I love since forever and some new ones. Anyway, let's just
jump straight into the music, because that's what matters today, of course.

Cześć, ludzie! Jestem prawie pewna, że powiedziałam wam w moim ostatnim poście z
playlistą, że będę wymieniać tylko piosenki, których słuchałam w ciągu minionego
miesiąca. I właśnie to będę teraz stosować, ponieważ musiałabym pisać przy każdej
piosence te same słowa. Ale jeśli dodaję swoją playlistę, to powinniście od razu wiedzieć,
że wybrałam tylko te utwory, które naprawdę mi się podobają i które kocham. Szczerze
mogę powiedzieć wam, że jak tylko przychodzi jesień, przynosi ona ze sobą mój
największy poziom miłości do cięższej muzyki. Ten rok nie jest wyjątkiem. Słuchałam
piosenek, które kochałam od zawsze i kilka nowych. W każdym razie, przeskoczmy od razu
do muzyki, bo to właśnie jest to, co się liczy dzisiaj, oczywiste.




Slaves - The Fire Down BelowEnglish Kids in America - Lower Than AtlantisSum 41 - In Too DeepSleeping with Sirens - If You Can't HangAll Time Low - Break Your Little HeartMayday Parade - StayParamore - Feeling SorryPixies - Where Is My MindBullet For My Valentine - All These Things I HatePapa Roach - She Loves Me NotSystem of a Down - Chop Suey!Three Days Grace - Never Too Late

Just a warning, that it was so hard to pick just some of the songs, because majority
of those songs I listen while I have the whole album on (like SWS, BFMV or ATL). 
I hope it's better way to show you my music lovers. It's much more comfortable I guess.
So it's all for today. Thank youuuu, See you soon!

Ostrzegam tylko, ze było bardzo ciężko wybrać tylko kilka piosenek, ponieważ w
większości z nich słucham ich podczas przesłuchiwania całych albumów (jak SWS, BFMV
czy ATL).  Mam nadzieję, że to jest lepszy sposób pokazania moich muzycznych
miłości. To jest znacznie wygodniejsze, tak mi się wydaje. Więc to na tyle, dziękuję
wam, do zobaczenia!



środa, 22 października 2014

let's fall!

Hello! Wow, long time no see. I finally found 5 minutes for myself to write a post here!
I missed it although I have nothing to say. I have too many classes, I spend too much time
studying things that I don't need to know and too little time studying things that are
actually important for me. I also don't have enough time to do anything for myself. My
week usually looks like that: classes, classes, classes, classes, classes + 4 h journey back
home, cleaning day, chill with family + 4 h journey back to dorm. Yes, I'm one of those
students that gets really homesick and can't spend weekend in dorm room. Usually I'm
dead by Friday, because of the ammount of hours spend on campus. It's ridiculous. And
then Friday comes and I'm literally so happy even though I have classes at 8 am, but I just
know that I'm gonna be on my way home just after this one lecture. So I think it's logical
that when I'm home I catch up on things on social media I missed during the week, spend
as much time as I possibly can with my family and of course sleep. Well, I said I had
nothing to say and now I'm ranting and rambling. Ok, I'm done for now. Anyway. I spent
weekend at home - as usual - and I did something I haven't for a while. Actually the last
time I did it was when I was like 12-14. I don't even remember. Crochet. Yes, you read it
right. Crocheting. I found that really calming and productive at the same time. I enjoy it
really much even though I probably look like 60-year-old woman with lots of cats (I don't
like cats). I think it's clear how I spent my weekend? I made socks! Actual socks that you
can wear! See? It's productive. I'm gonna do it more often, definitely.

Hej! Wow, długo mnie tu nie było. Wreszcie znalazłam 5 minut dla siebie, żeby napisać
tego posta. Tęskniłam za tym, mimo, że nie mam nic do powiedzenia. Mam za dużo zajęć,
spędzam za dużo czasu ucząc się rzeczy, których nie potrzebuję i za mało czasu ucząc
się rzeczy, które są ważne dla mnie. Nie mam też wystarczająco dużo czasu, żeby
zrobić coś dla siebie. Mój tydzień zazwyczaj wygląda tak: zajęcia, zajęcia, zajęcia,
zajęcia, zajęcia + 4 godziny powrotu do domu, dzień sprzątania, chill z rodziną + 4
godziny powrotu do akademika. Tak, jestem jednym z tych studentów, którzy tęsknią za
domem i nie mogą spędzić weekendu w akademiku. Zazwyczaj do piątku jestem martwa
z powodu liczby godzin spędzonych w kampusie. To niedorzeczne. I wtedy przychodzi
piątek i dosłownie jestem szczęśliwa, mimo, że mam zajęcia na 8, ale wiem, że będę
w drodze do domu po tym jednym wykładzie. Więc myślę, że to całkiem logiczne, że
kiedy wracam, nadrabiam zaległości na portalach społecznościowych z całego tygodnia,
spędzam ile tylko czasu się da z rodziną i śpię. Pisałam, że nie mam nic do powiedzenia
i teraz narzekam. Ok, skończyłam na teraz. W każdym razie. Spędziłam weekend w domu
- jak zwykle - i robiłam coś, czego nie robiłam już jakiś czas. Właściwie ostatni raz,
kiedy to robiłam był, kiedy miałam jakieś 12-14 lat. Nawet nie pamiętam. Szydełko.
Tak, dobrze czytasz. Szydełkowanie. Okazało się to dla mnie bardzo uspokajające
a zarazem produktywne. Uwielbiam to, mimo, że prawdopodobnie wyglądam teraz jak
60letnia babcia z mnóstwem kotów (nie lubię kotów). Myślę, że to jasne, jak spędziłam
weekend? Zrobiłam skarpetki! Rzeczywiste skarpetki, które można nosić! Widzicie?
Produktywne. Będę robić to zdecydowanie częściej, na pewno.


Here's my first attempt to crochet anything. I frogged it anyway.
Tu moja pierwsza próba wyszydełkowania czegokolwiek. Sprułam.


The perfect way to spend any fally evening is with mint tea or hot chocolate.
No argue please. They are both perfect. Whatever you do, just add that to your list.
See you soon, I hope!

Idealny sposób na jesienny wieczór to miętowa herbata lub gorąca czekolada.
Bez kłótni proszę. Perfekcyjne opcje. Cokolwiek robisz, dodaj to do listy.
Do zobaczenia niedługo, mam nadzieję!

wtorek, 7 października 2014

don't dig in your past!

Hey everyone. First things first, I know I wrote a blogpost yesterday, but I have to throw
something out of my chest. I had a little argument with my ex friend. Well, it was not
little, it was pretty serious, but I don't care. I'm gonna tell a story now. We met (in my
opinion) by mistake on the Internet. It's 21st, people do this stuff. And have been doing it
for a long time, because we met like 5 years ago. We had our goods and bads, but after
all we survived a lot. We were just stupid little teenage girls that thought have had their
BFF. Let me tell you, we haven't. We started to argue a lot and fight and we also had a lot
of "silence treatment". I used to say it was mainly my fault and I thought like that for a
long time. Actually today is the day I realised it was not. The fault was in both of us. I'm
kinda temperamental and not really patient person so I get mad really easily but people
from my environment stopped caring about it and I've kinda learnt how to control that.
Obviously, it was not understandable and she "couldn't handle" (like if she's ever tried).
Anyways, after like two years of our "break" I texted her and she replied and we talked
like everything was fine and cool. But she's different. She doesn't care anymore, she's a
lot more selfish and a lot more fake. She would talk to me like normal and all of the
sudden she would stop. It actually happened like 2 or 3 weeks ago and I texted her on
Sunday and she texted me back today and said she "couldn't do it earlier". She accused me
of saying something that I should apologise for (and didn't tell me what I said lol) and we
started our argument. But honestly? I don't even care about it. I just lol at her literally.


Cześć wszystkim. Przede wszystkim, wiem, że pisałam posta wczoraj, ale chciałam
zrzucić coś z siebie. Miałam dzisiaj ze swoją ex przyjaciółką małą sprzeczkę. Cóż, to nie
była wcale taka mała sprzeczka, bardziej poważna kłótnia, ale nie obchodzi mnie to.
Opowiem wam historię. Poznałyśmy się (wg mnie) przez przypadek w internecie. Jest
XXI wiek, ludzie tak robią. I robili to już od dłuższego czasu, bo my poznałyśmy się jakieś
5 lat temu. Miałyśmy swoje wzloty i upadki, ale zawsze wszystko przetrwałyśmy. Byłyśmy
głupimi nastolatkami, które myślały, że mają swoje BFF. Pozwólcie mi powiedzieć, nie
miałyśmy. Zaczęłyśmy kłócić się i walczyć i stosowałyśmy też wiele "cichych dni". Kiedyś
mówiłam, że to głównie moja wina i myślałam tak przez długi czas. Dzisiaj zdałam sobie
sprawę z tego, że to nieprawda. Wina była po obu stronach. Jestem dość wybuchową i
bardzo niecierpliwą osobą, więc szybko się denerwuję, ale ludzie z mojego otoczenia
przestali o to dbać i przez to ja nauczyłam się to kontrolować. Oczywiście dla niej to było
niezrozumiałe i "nie mogła tego znieść" (jakby kiedykolwiek próbowała). Nieważne. Po
jakichś 2 latach naszej "przerwy" napisałam do niej, odpisała i rozmawiałyśmy jakby
wszystko było w porządku. Ale ona jest inna. Nie obchodzi ją nic. Jest bardzo egoistyczna
i strasznie fałszywa. Potrafi rozmawiać ze mną normalnie i nagle przestać w ogóle się
odzywać. To się stało 2 czy 3 tygodnie temu. Napisałam do niej w niedzielę, a ona
odpisała mi dzisiaj i powiedziała, że "nie mogła wcześniej". Oskarżyła mnie o powiedzenie
czegoś, za co powinnam ją przeprosić (i nie powiedziała mi, co powiedziałam lol) i
zaczęłyśmy się kłócić. Ale szczerze? Nie obchodzi mnie to już. Śmieję się z niej dosłownie.



All I'm trying to say is don't dig in your past! It will lead you to something you don't want
to know/feel/do. I learnt that now. I thought I missed her when really it was just an
attachment to my past. I thought it's unsolved and I tried to "fix" this, but I'm gonna be
honest, I really felt nothing when she didn't replied to me. She just triggered something
that was inside me to our last conversations before that big break. And I really didn't like
it. But I started to sort it out as soon as I noticed that and I think I'm getting back on the
right track. I got people that loves me unconditionally and I don't need toxic people in my
life. Guys, please stay away from all the negativity and all those bad people that make
you do things you've learnt not to do. It really sucks knowing that you achived something
and having it destroyed into million pieces in a second by someone that doesn't even
matter to you. I know that now. I said to myself that I will look at what is now and not at
the past and I really feel free and kinda fresh. That's a cool feeling. SEE YOU <3

Co próbuję powiedzieć, to to, żebyście nie grzebali w swojej przeszłości. Będzie to was
prowadzić do czegoś, czego nie chcecie wiedzieć/czuć/robić. Nauczyłam się tego teraz.
Myślałam, że tęskniłam za nią, kiedy tak naprawdę to było zwykłe przywiązanie do
przeszłości. Myślałam, że jest to nierozwiązane i próbowałam "naprawić", ale teraz będę
szczera, naprawdę nic nie czułam, kiedy mi nie odpisywała. Ona po prostu wyzwoliła we
mnie coś, co było we mnie do naszej ostatniej rozmowy przed wielką przerwą. I naprawdę
tego nie lubiłam. Zaczęłam sobie to układać jak tylko zauważyłam i uważam, że wracam
na właściwe tory. Mam ludzi, którzy kochają mnie bezwarunkowo i nie potrzebuję ludzi
toksycznych w moim życiu. Ludzie, proszę trzymajcie się z daleka od negatywności i tych
wszystkich złych ludzi, którzy sprawiają, że robicie rzeczy, których nauczyliście się nie
robić. Naprawdę do dupy jest wiedzieć, że osiągnąłeś coś i zostało to zniszczone na milion
małych kawałków w sekundę przez kogoś, kto cię nawet nie obchodzi. Wiem to teraz.
Powiedziałam sobie, że będę patrzeć na to, co jest teraz i nie na przeszłość. Naprawdę
czuję się wolna i w pewnym sensie świeża. To zajebiste uczucie. DO ZOBACZENIA <3